Follow by Email

środa, 23 sierpnia 2017

Śmierdziuchowo

Nie wiem, co tkwi w nas młodych, aktywnych, perspektywicznych ludziach, że pod wpływem impulsu decydujemy się na zakup psa. Słabo, jeżeli tym impulsem jest wybranka naszego serca, która niczym gwiazda thrillera erotycznego o wszystko mówiącym tytule „Wioleta W i jej 40 kociąt” dąży do stworzenia w naszej chałupie Arki Noego. Cóż miłość nie wybiera, więc czasem dajemy się ugiąć. Posiadanie czworonoga to nie tylko zalety, to też duże niedogodności, o których boleśnie dowiedziałem się na własnej skórze. 

Na początku jak ze wszystkim (nowa kobieta, nowy samochód, nowa pralka) panuje w domu euforia. Cieszymy się nowością. Może nie tak bardzo jak moja była szefowa wymianą ludzi, ale powiedzmy, że jak normalny człowiek. Następuje zachwyt porannymi spacerami, dzienną porcją ruchu, słodkimi oczami i przemiłym jednostajnym szczekaniem. Chwalimy się pieskiem na Instagramie 
śmiejemy się ze znajomymi z jego pociesznego podgryzania mebli, rąk i obcych dzieci napotkanych na spacerze. Po jakimś miesiącu albo wcześniej fascynacja przeradza się w nienawiść, a bodźcem do wywołania takiej eksplozji uczuć może być deszcz, wizyta u chirurga ręki czy odwiedziny z sąsiadami na pobliskim komisariacie gdzie postawią nam zarzuty niedopilnowania naszej słodkiej kuleczki. Garderoba naszej wybranki zaczyna być mówiąc delikatnie przerzedzona, ale dla niej to zaleta, bo przecież na Zalando są promocje. Weź Panie na to wszystko zarób. Tragedia. Szczeki rozrywają twój mózg od środka niczym odgłos kredy łamanej o szkolną tablicę. Czujesz się nieswojo we własnym M i bierzesz nadgodziny, żeby w pracy odpocząć. Nie wspomnę o tym, że jak masz szczeniaka, to nie masz praktycznie czasu dla siebie. Jego odchody zaminowują przedpokój i klatkę schodową ku załamaniu twoich przyzwoitych sąsiadów. Jest jeden sposób, aby jakoś poprawić sobie komfort życia. Można tak jak ja ulokować ten radosny kwadracik w Śmierdziuchowie, gdzie w bezpiecznym kokonie swoich pieskich marzeń i potu będzie sobie niesfornie egzystować. Oczywiście jeżeli jesteście w stanie to wytrzymać, to otrzymacie od tego stworzonka nieskończoną miłość i ktoś wreszcie będzie się cieszył jak wracacie do domu.

Jak to w życiu wszystko ma swoje wady i zalety, kwestia dostosowania się. Swojego mopsika znalazłem niedawno na spacerze po puszczy Kaszubskiej, gdzieś pomiędzy Kartuzami, a Kościerzyną. Istota oderwała się od sfory i od razu przypadliśmy sobie do gustu. Ja widziałem w nim przyszłego uczestniczka nielegalnych walk psów (kasa), a on wyczuł ode mnie jedzenie.
Gdyby nie błąd ewolucji zapewne byłby wilkiem, a tak cóż jest przemiłym, kaszubskim burkiem. I tak już ze sobą zostaliśmy. Teraz mieszka ze mną i Aleksandrą wciąż żebrząc o uwagę i jedzenie. Jest wesołym, opóźnionym czworonogiem. Słodkim i szalonym jak Szczypawice z Somonina. Czy mógłby złamać wam serce? Oceńcie sami.

Pamiętajcie, żeby nigdy nie dać zabić w sobie dziecka, i że nie jesteście hasłem w krzyżówce nie musicie wszystkim pasować. Jeśli chcecie psiaka to go weźcie tylko po jakimś czasie nie porzucajcie go w lesie. Trzymajcie się. Do zobaczenia gdzieś w kosmosie. Auf!